Co straszy w Lesie Duchów?

Zaktualizowano: lip 11

Lubię to w Patriku! Nie tylko to, ale wiecie... kto do was napisze z propozycją - 'słuchaj Marcin, jedziemy tu i tu?'. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna, więc 'trochę' chaosu dalej i byliśmy już w drodze do Świnoujścia. Plan był prosty - skoro w Polsce noclegi otwarte, a w Niemczech nie, to z hotelu w Świnoujściu wyskoczymy w dwa wymarzone miejsca. Jednym z nich był tytułowy Las Duchów, a drugim park narodowy w Jasmund. I o ile przy tym drugim jeden dzień to zdecydowanie za mało, to przy pierwszym dwie godzinki będą absolutnie wystarczające. Zresztą, zobaczcie jak to wygląda i na Instagramie i na Mapie - <klik> . Na końcu tekstu znajdziecie oczywiście kilka informacji praktycznych łącznie z cenami i takimi tam.



Patrik na pilnuje kadrów!

Droga za 'milion' uśmiechów i kilka radarów


Sama droga do Świnoujścia przebiegła nam częściowo w korkach (Boże, przyspiesz budowę trasy kaszubskiej). Jednak za Wejherowem ruch zaczął maleć, a my przy otwartym dachu prowadziliśmy standardowe dyskusje o życiu, miłości i planach na najbliższy rok. Uchylę wam rąbek tajemnicy, że plany te przedstawiają się całkiem nieźle. I na tym koniec spoilera. Więc jechaliśmy sobie te spójne 90 do 100 kilometrów na godzinę, aż do kawałka drogi ekspresowej za Koszalinem. Tam 'nieco' przyspieszyliśmy i za moment było już czekanie na prom do Świnoujścia. Prom jest darmowy, a oczekiwanie na niego o godzinie 22 nie trwało dłużej niż kilkanaście minut - prom pływa całą dobę - jedynie w nocy to połączenie obsługuje tylko jedna maszyna wodna zamiast dwóch. Uważajcie, aby w odpowiednim momencie skręcić ku drodze na prom dla przybyszów ( to the left! ), a nie mieszkańców - no chyba, ze przykleicie sobie tamtejszą rejestrację ;).


osoba nad brzegiem morza
Patrik na skraju Lasu Duchów




W Hotelu Graf pod samą granicą zameldowaliśmy około 23 i przyznam, że było tam to co trzeba - łóżko, ręczniki, czysto haha. Poza tym nie mieliśmy zbyt wiele czasu na skorzystanie na przykład z basenu (oj kusiło), bo już o 2 nad ranem byliśmy na nogach kierując się ku pierwszej destynacji. Las Duchów... nawet mnie przeszły lekkie ciarki, a co do Patrika to myślę, że go nic nie rusza xD. Mnie też dodatkowo wzburzyło wjechanie przypadkiem w krawężnik i rozpacz na widok stanu felg... ale już mi przeszło xD.


Przerwa na reklamę! Wiem, wszyscy je kochamy! Zdjęcia z tego posty wyrecytowałem pesetami z paczki:



Koniec przerwy na reklamę!




Czy w lesie duchów są duchy?


Las Duchów ( Gespensterwald - czytacie GESZPENTENWARD;) - okazał się miejscem o rozmiarach kilometra na kilometr, a obejście go całego łącznie ze zdjęciami... zajęło nam około dwóch godzin. Ale było warto, sami spójrzcie! Te wysokie pnie mimo braku wschodu jako takiego, to było coś co śni mi się dalej po nocach. Coś pięknego. Warto, warto i WARTO - w każdą pogodę. Aż strach pomyśleć, co by było gdybyśmy do tego mieli miękkie światło pojawiającego się znad horyzontu słońca lub poranną mgłę.



las duchów niemcy
Delikatne przebłyski światła znajdziesz nawet w Lesie Duchów


Dark, moody forest
Las duchów... robi wrażenie

O 8 byliśmy już po 'robocie' - wiecie, wszystkie te śmieszne kadry, pozowanie żółte kurtki... ;). Ruszamy dalej! I tu zonk! Myśleliśmy, że zjemy śniadanie w McDonald. Jednak żaden nie był czynny o tej porze - i po prostu stanęliśmy autem pod jednym z nich oczekując do otwarcia. Po dwóch godzinach snu, wkracza Patrik z radosną nowiną - 'otwarte... ale nie mają śniadań, więc wziąłem nam bananowy chleb'. Okey, zdało egzamin przed kolejnym 'maczkiem' ;).


Straszno, głucho... co to będzie?


Rozmach Trzeciecj Rzeszy tuż obok...


W drodze do Jasmund przypomniało mi się o pewnej monstrualnej budowli z czasów III Rzeszy. I jakimś trafem okazało się, że znajduje się ona na wyspie Rugia (czyt. RUGIA), w Prorze (czyt. PRORA). Rzut beretem, a ja kocham historię. Nadłożyliśmy odrobine drogi i tak dotarliśmy do kompleksu. Budowla jest olbrzymia... ukończona miała mieć 10 tyś. pokojów, 4,5 kilometra długości oraz być 'morską oazą' dla ponad 20 tysięcy wczasowiczów w jednym czasie. Przy pracach budowlanych uczestniczyło 10 tysięcy robotników budowlanych. Budowa została przerwana w momencie wybuchu II Wojny Światowej, a obiekt do niedawna stał opuszczony. Aktualnie trwają prace nad rewitalizacją, tworzeniem apartamentów i hoteli. Co z tego będzie? Zobaczymy... jednak duch historii nadal unosi się ponad tymi zabudowaniami. Dla miłośników tego okresu - must see!



kompleks wypoczynkowy trzeciej rzeszy
Ośrodek w Prorze. Źródłó: Metro

Jasmund to wasz cel... serio, CEL!


Wyspani tak na 40%, ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem w stronę Parku Narodowego Jasmund (czyt. JAZMUND xD). I tutaj zaczęła się kolejna magia. Parking - płatny parę euro, ale sam olbrzymi plac i park pusty! Jednak trzy dni zwiedzania to byłoby tutaj nadal zbyt mało. Wysokie drzewa, alejki, rozmaite zakamarki, pozostałości bunkrów... czas płynął jak szalony, a licznik kroków w telefonach leciał na obrotach porównywalnych z Renault Fluence (nie wiem jak to o nas świadczy... :). No cóż, takie życie fotografa. Wolno, ale wolno!



JAsmund klify niemcy
Przecudowne, kredowe klify nad samym Bałtykiem

Po czterech kilometrach leśnych duktów i radości byscia z naturą, dotarliśmy do atrakcji wyjazdu - okazałych, kredowych klifów wbijających się w morze. I tutaj, mimo miłości do Orłowa, klify w Jasmund to przy tym białe kolosy. Najwyższy spośród nich Grosse Stubbenkammmer (czyt. GROSSE STUBBENKAMMMERR) mierzy aż 118 metrów! Dla porównania różnica między Kuźnicami, a Kasprowym Wierchem to 950 metrów. Najwyższy klif w Orłowie to 40 metrów. Natomiast najwyższy obecnie wieżowiec w Polsce mierzy 230 metrów. Robi wrażenie, co? Na mnie też. Patrik już był tam wcześniej i służył za tłumacza niemieckich oznaczeń, co uratowało nam kilkukrotnie skórę.



Park Jasmund Niemcy pomost
Jedno z wielu urokliwych miejsc w parku Jasmund

Czego nie warto próbować... raczej ;)


W poszukiwaniu kadrów wpadaliśmy na różne pomysły. A to ramka z gałęzi, a to zdjęcie z plaży... jednak jednym z moim klasycznych 'tricków', była próba wejścia na kredowy cypel ciągnący się w stronę morza (Marta, nie czytaj tego! :D). Na szczęście dla mnie i Patrika, zrezygnowałem z tego pomysłu, gdy przypomniało mi się pewne prawidło ze szkoły - kreda nie nadaje się na uchwyt i kruszy się przy byle dotknięciu. Niestety nie zobaczycie tutaj zdjęcia, które byłoby moim zdaniem naszym 'creme de la creme' wyjazdu... ale dzięki temu zobaczycie pewnie kilka dobrych w przyszłości. Oto ten 'cypelek', na szczęście beze mnie ;).



Cypel kredowy na tle morza
'Mój' cypel, ale beze mnie ;)

Zejście na samą plażę jest dosyć strome - nie polecam robienia tego na własną rękę. Kilka razy nieomal wybiłem sobie zęby. Idąc od Stubbenkammmer na prawo, wzdłuż punktów widokowych odgrodzonych od skarpy drewnianym płotem (ciekawe skąd ten płot - pomyślałem i spojrzałem w lustro ;), znajdziecie znacznie delikatniejsze zejścia. Z plaży rysuje się wam ciekawa perspektywa na olbrzymie kredowe struktury. Dodatkową atrakcją są wszechobecne kamienie o przeróżnych kształtach. Także spadające z góry odłamki kredy są nie lada atrakcją lub traumą - zależy kto jak wspomina czasy szkolne. My tam pozostaliśmy przy kamieniach ;).



Lasy w Jasmund
Find Wally... ee, zbyt proste xD


W drodze powrotnej nogi nas bolały. Mnie bardzo, w końcu te prawie (?) 10 lat różnicy między nami robią już swoje. Przy postoju busów, który tego dnia stał pusty, spotkaliśmy parę miłych, starszych Niemców, którym uciekł ostatni transport. Swój samochód mieli 5 kilometrów dalej, więc zawieźliśmy panią do pobliskiej wioski, aby mogła wrócić po swojego partnera. Za pomoc chciała wręczyć mi 15 euro... ale jak na fana filmów o Bondzie, nie przyjąłem tej nagrody ;). Fajnie było zrobić coś dobrego na koniec tego męczącego tripu!



Parko narodowy Jasmund las
Jedna z wielu urokliwych Jasmundzkich alejek


Powrót i uwagi


Powrót z Jasmund do Gdańska zajął nam około 6 godzin. Prócz jednej kontroli (jedynie z powodu polskich 'blach') nie wydarzyło się nic szczególnego. Podwójne obywatelstwo Patrika załatwiło też nam kontrolę bez żadnych reperkusji. A co uwag:

  • Pamiętajcie, że w Niemczech musicie mieć dowód rejestracyjny pojazdu,

  • Nie szalejcie na drogach - radary są dosłownie wszędzie i często zmieniają swoją lokalizację (nas 'spingowały' dwukrotnie o przekroczenie prędkości kilku km ponad limit),

  • Euro podrożało... boleśnie odczuliśmy to na niemieckiej stacji benzynowej. Już nie ma euro na 3,5 czy 4 w zł. Teraz liczcie 1 euro - 5 złotych.,

  • W Niemczech przynajmniej do czerwca nie planują odmrażania gospodarki - nie szukajcie tam noclegu, przygotujcie się na jedzenie pod chmurką,

  • Z plusów - wszelkie zwykle oblegane miejsca, aktualnie świecą pustkami. Park Jasmund wydawał się jak nasze Kaszuby jesienią - pusto, cicho i zielono, bo jednak wiosna też tam już dotarła.

  • Chociaż drogi są ładne i aż noga sama składa się do dociśnięcia.. unikajcie tego. Niemcy bardzo nie lubią, gdy ktoś łamie porządek i wyprzedza ich, gdy jadą z przepisową prędkością.


Poniżej znajdziecie jeszcze galerie zdjęć, z wyprawy. Większość z nich została obrobiona moimi presetami, które znajdziecie tutaj -> klik . Zachęcam was też do zapisania do mojego newslettera -> klik . Enjoy!









255 wyświetlenia0 komentarz