Czeskie wojaże i Dolny Śląsk!

Moja ukochana mieszka w Żarach. Ja w Gdańsku. A spotykamy się w rozmaitych miejscach (no dobra, przyszłą teściową już poznałem i przeprowadzka wydaje się nieunikniona;). Tym razem padło na weekend w Szczawnie-Zdroju. I choć okoliczny Wałbrzych kojarzy się bardziej z 'Mordorem', to jednak samo Szczawno to bardzo urokliwe uzdrowisko.


Wiecie jak jest obecnie z noclegami. Coś tam jednak udało się wykombinować - nie będę wam pisał co i jak, bo szkoda ewentualnych kar dla właścicieli. Tak jak i większość branży hotelarsko - turystycznej, oni także jadą na oparach. Ale nie o tym ten tekst. Okolice Dolnego Śląska to perełka w mojej prywatnej koronie polskich miejsc, jakie warto dobrze poznać. Niesamowita ilość atrakcji dla kogoś takiego jak ja, wychowanego na nadmorskich równinach, przyprawia o zawrót głowy. I tak, przy okazji każdego wyjazdu w te strony, pomalutku odwiedzamy kolejne cudowne spoty.



Piękne czeskie skałki


Tym razem zaplanowałem nam jednodniowy wypad do czeskiego Skalnego Miasta w Cieplicach. Mieliśmy lekkie obawy w miarę zbliżania się do granicy. Okazały się one zupełnie niepotrzebne! Ani widu, ani słychu kontroli, a ludzie w samych Czechach zdawali się być jakby nieco bardziej poza tym całym pandemicznym zamieszaniem. Urzekły nas kręte drogi przy granicy, a otwarty dach w aucie tylko dodawał wrażeń z jazdy, Na całe szczęście moja Marta wytrzymuje różne popisy na drodze i tylko kilka razy zdarzyło jej się wcisnąć nogą niewidoczny pedał hamulca po stronie pasażera ;)).



Marta w Skalnym Mieście


I muszę wam się do czegoś przyznać. Nie zdarza mi się to, ale... trochę wstyd się przyznać - pomyliłem drogi... i ostatecznie dojechanie do miejsca docelowego zajęło nam o godzinę dłużej. Ale co z tego, skoro widok wokół, łącznie z istotą na fotelu pasażera, zapierały dech w piersiach. I gdy ostatecznie dotarliśmy na miejsce przeznaczenia, czyli do Skalnego Miasta, aż trochę żal było wysiadać z samochodu. Chociaż to uczucie trwało zaledwie chwilę, bo już za pierwszym zakrętem na leśnym szlaku czekały na nas takie kadry jak ten poniżej. Zdążyłem tylko pomyśleć - 'Oto znalazłem się w fotograficznym raju' i zacząłem wysyłać Martę to w lewo to w prawo, a samemu tarzać się po iglastym podłożu w poszukiwaniu dobrego kadru.



Dziewczyna z psem w lesie
Marta pośród czeskich sosen

I tutaj chwila przerwy na informacje praktyczne. Wejście do parku jest aktualnie bezpłatne. Nie wiem czy to kwestia pandemii czy też braku sezonu, ale podobnie jak i z parkingiem, nie musieliśmy ponosić żadnych dodatkowych kosztów. Dodatkowo, pomimo soboty, na szlakach panowały pustki. Wielokrotnie szliśmy długie odcinki nie mijając praktycznie żadnych innych odwiedzających. Nie mam pojęcia jak wyglądało to przed pandemią, ale po ilości ocen tego miejsca w samym Google, zakładam że cieszy się olbrzymią popularnością. Było to niemal ekstatyczne doznanie dla duszy, tak podróż w niemalże samotności, tylko my dwoje, Apollo jak i natura, której obecna sytuacja zdecydowane służy.


Sosnowe lasu Teplickich Skałach

Po kilku godzinach chodzenia, postanowiliśmy wrócić na parking z mocnym postanowieniem powrotu na dłużej w przyszłości. Głodni zeszliśmy na parking i na nasze szczęście, restauracja serwująca czeskie specjały, była wciąż czynna. Jedzenie tak jak i u nas - wyłącznie na wynos, ale nie było problemu ze zjedzeniem go na rozstawionych wokół knajpy ławostołach. Smażony ser i Kofola to jest życie! ;) Obiad dla dwóch osób kosztował nas około 40 złotych (gooood). I nawet Apollo był tego dnia wyjątkowo grzeczny. Naprawdę udała się nam ta jednodniowa wycieczka, a nasze obawy związane z niepewnością dotyczącą przekraczania granic okazały się płonne.



Urokliwa droga - takich nie mamy nad morzem :)

Powrót do Szczawna okazał się czystą przyjemnością, a wracając zahaczyliśmy jeszcze o punkt widokowy w Górach Sowich licząc na dramatyczny zachód słońca. Oczekiwania akurat w tym przypadku przewyższyły rzeczywistość, ale przecież nie można mieć wszystkiego, right? ;) Słońce chyląc się ku horyzontowi, schowało się w pewnym momencie za chmurami i niestety zabrakło tak uwielbianych przeze mnie, zmieniających się jak w kalejdoskopie, barw (trochę ich jednak dodałem w postprodukcji;).


Punkt widokowy przy schronisku Orzeł w Górach Sowich

Przy okazji warto jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które możecie odwiedzić w drodze do Czech. Tak zwane Czartowskie Skały (kliknij) znajdują się zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy z naszymi południowymi sąsiadami i warto poświęcić chwilę, aby przyjrzeć im się z bliska... a jeśli macie odwagę to i wejść na ich szczyt. Poniżej jedno zdjęcie wykonane z naszego krótkiego spaceru wokół tych skalnych występów.


Poniżej znajdziecie jeszcze galerie zdjęć, z wyprawy. Większość z nich została obrobiona moimi presetami, które znajdziecie tutaj -> klik . Zachęcam was też do zapisania do mojego newslettera -> klik .







135 wyświetlenia0 komentarz