Pandemiczny wypad do Saksonii

Dobra. Trwa pandemia. Wszyscy to wiemy. Trochę komplikuje to wszelkie plany wyjazdowe, ale... ma też swoje plusy. Ostatnio wspólnie z moim przyjacielem Adamem, udało nam się wyskoczyć na jeden dzień do Saksonii Szwajcarskiej. Celem był jednodniowy spacer po tamtejszym parku narodowym. Wierzcie mi, w takim czasie, nawet tak krótki wypad to jak miód na serce i zmęczoną głowę. Czy spotkaliśmy kontrole? Jak to wyglądało? Czy warto i czy da się cokolwiek zobaczyć w ciągu 12 godzin?


No cóż, postaram się wam odpowiedzieć na te pytania!


Ruszamy!


Może nie była to pora, o jakiej myśleliśmy. Bo wyjechaliśmy około 11, a nie o 8. Jednak życie depcze wyobraźnie ;) i chęć dłuższego snu wygrała z chęcią wcześniejszego wyjazdu. Ale spoko, komu się to nie zdarzyło, niech pierwszy rzuci kamień! Sama droga z Wrocławia do Bad Schandau to około trzech godzin. Oczywiście zakładając, że trzymacie się dokładnie przepisów dotyczących prędkości. Samą trasę spokojnie możecie pokonać w 2,5, a nawet 2 godziny (czego oczywiście nie polecam!). Decyzja należy do was. Ostatnia godzina drogi to fantastyczne pętle i zakręty z dobrą nawierzchnią. A gdy dodacie do tego powalające na kolana widoki, to... chce się jechać i jechać i jechać bez końca. Przy okazji - jeśli obawiacie się kontroli na granicach, to bezpodstawnie. Nie trafiliśmy na żaden ślad Straży Granicznej, ani korków, które przecież jeszcze rok temu były na każdym nagłówku gazety.



Człowiek w lesie
Adam rozkminiający czekające nas podejście..

Pizza na ławce i na szlak!


My na miejscu zameldowaliśmy się o godzinie 14stej i był to strzał w dziesiątkę. Na urokliwym rynku w Bad Schandau znaleźliśmy otwarte pizzerie... oczywiście na wynos. Uważajcie! Zwykle nie można płacić kartą i należy mieć przygotowane 'kilka' euro. Nas dwie pizze łącznie z napojami kosztowały około 20 euro. Odczekaliśmy na zamówienie siedząc pod murkiem (dosłownie), potem zjedliśmy sobie elegancko pickę na ławkach i ruszyliśmy dalej. Park Narodowy Szwajcarskiej Saksonii rozciąga się wokół Bad Schandau, więc możecie wybrać sobie parking, z którego będzie wam najwygodniej ruszyć na szlak. My zdecydowaliśmy się na miejsce, które znałem z moich poprzednich pobytów - kliknij, aby zobaczyć pinezkę na mapie google. Parkingi te są bezpłatne, a w dobie pandemii nie było żadnego problemu z miejscem. Na zwiedzenie całego parku potrzebne są 3 - 4 dni (jeśli robicie zdjęcia). Znajdziecie w nim wiele fotogenicznych miejscówek, a podejścia to zwykle około 400 metrów przewyższenia (mniej niż połowa tego co musicie pokonać wchodząc z Morskiego Oka na Rysy) i kilka kilometrów drogi. Nie bójcie się też nieznajomości szlaków - aplikacja mapy Google pokazuje większość dostępnych dróg na terenie parku, więc na pewno się nie zgubicie.


park sosny i człowiek
Niesamowite sosny w drodze przez park

I tutaj muszę wam przyznać, że lasy w tych okolicach są niesamowite. Nie tyle, że niesamowite - one są N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-E! Wysokie, sosnowe pnie tworzą magiczne alejki wokół przetkanego skałami szlaku. Gdzie nie spojrzeć tam rysuje się kadr! Chowasz aparat, a tu kolejny! Radzę wam dodawać do czasu przejścia lekko z godzinę poświęcaną na uwiecznianie tych widoków.


Które miejsce wybrać?


Mając ograniczony czas, postanowiliśmy udać się na jeden z najbardziej ikonicznych widoków, jakie istnieją w tym rejonie. Chodzi o widok na skałę Schrammsteine. Być może część z was zna tę panoramę z licznych instagramowych ujęć. Samo podejście nie jest wymagające, a jedynie ostatni odcinek prowadzi po stalowych schodach i stromiznach ubezpieczonych metalowymi klamrami. Osoby z lękiem wysokości mogą mieć tutaj problem, jednak nie jest to aż tak straszna przeprawa. Pamiętajcie też, że u góry czekają na was widoki jak z bajki.


panorama widok Schrammsteine
Słynna panorama na skały Schrammsteine

Nam dodatkowo dopisała pogoda - bezchmurne niebo, ciepło, a to zachęcało do pozostania na górze przez dłuższy czas. Oczekując na lepsze, światło zachodzącego słońca, oddaliśmy się medytacji i kontemplacji widoków. Było tak przyjemnie, że zdarzyło mi się nawet uciąć przysłowiowego 'komara' ;). Byłem w tym miejscu już wcześniej i poprzednim razem ilość ludzi psuła doznania, jakie funduje tu natura. Tym razem było diametralnie inaczej. Ledwie trzy osoby dotarły na punkt widokowy w ciągu dwóch godzin, jakie na nim spędziliśmy. Przed pandemią to byłoby nie do pomyślenia!


Posiedzieliśmy na skałach rozkoszując się widokami i czekając na nieco lepsze światło, która miało nam zapewnić zbliżające się ku horyzontowi słońce. Ostatecznie nie doczekaliśmy do samej 'golden hour', ale i tak udało mi się zrobić kilka ciekawych kadrów.


Na skałach człowiek stoiiiii
Podziwiając widoki w promieniach zachodzącego słońca

Na powrocie trochę sportu


Schodząc nadaliśmy sobie dość szybkie tempo. Jednak nie powstrzymało nas to przed podziwianiem wspinających się tu i ówdzie miłośników wspinaczki wysokościowej. W okolicznych, strzelistych skałach wytyczone zostały liczne drogi. Gdzieś w głębi duszy obudziło to we mnie chęć do małej rozgrzewki na niższych głazach... ale niestety, trampki nie okazało się zbyt dobrym obuwiem, a kruszyzna skały także nie pozwalała na mały trening boulderingu (gwoli wyjaśnienia - jest to odmiana wspinaczki uprawiana na głazach o wysokości do pięciu metrów bez użycia liny). Porzuciłem więc raczej płonne wysiłki i udaliśmy się z powrotem na parking podziwiając zmieniające się kolory koron drzew, na których gałęziach rozlewało się przyjemne, ciepłe światło zachodzącego słońca.


Adam w Saksonii
Adam wracając służył za modela

Potem jeszcze tylko ponad dwie godziny jazdy samochodem do Wrocławia i o godzinie 23 zameldowaliśmy się na miejscu. W domu znajomych czekał na nas stęskniony Apollo wraz z psiakiem Sikora i Emilki, czyli Kolą. Swoją drogą Apollo i Kola stały się prawdziwymi psimi ziomkami - zdarza im się nawet dzielić posłanie, co podobno jest nie lada wyczynem!





Podsumowanie


Kilka sprawa, które warto mieć na uwadze:

  • Obostrzenia w Niemczech potrwają raczej na pewno do początku czerwca. Oznacza to, że o nocleg może być bardzo ciężko - nasi rodacy są raczej skrupulatni w przestrzeganiu przepisów i nie wchodzi w grę załatwienie czegoś po naszemu ('czyli na lewo';).

  • Podobnie ma się kwestia z knajpami. Jedzenie otrzymacie tylko na wynos, a większość knajp jest całkowicie nieczynnych. Poza tym w godzinach 22:00 - 5:00 obowiązuje godzina policyjna. I o ile raczej nikt was nie zatrzyma do kontroli, gdy jedziecie autem, to sprawa może się mieć inaczej jeśli będzie o tej porze spacerować po miasteczku.

  • Unikajcie zbaczania z wyznaczonych szlaków, przejść i starajcie się przestrzegać przepisów. Warto pozostawić po sobie dobre wrażenie. Poza tym, Niemcy nie lubią gdy ktoś łamie regulamin (nawet jeśli dla nas dane zasady są zupełnie niezrozumiałe). Pamiętam sytuacje, gdy razem z Patrikiem Heliosz byliśmy w okolicach mostu w Bastei i postanowiłem wejść na skałki obok szlaku, aby złapać lepszą perspektywę do kadru... Uf, nie dość, że dostałem reprymendy od randomowych osób, to jeszcze jedna z niemieckich turystek pokazała mi z oddali gest ogólnie uznawany za obraźliwy :d... sooo, lepiej się nie narażać,


I to tyle! Jak zwykle zachęcam was do zapisywanai się do newslettera - będziecie otrzymywać powiadomienia o przyszłych postach na moich blogu. Kliknij tutaj:

https://www.apollothepies.pl/newsletter


Zdjęc ia w tym wpisie edytowałęm głównie używając swoich presetów ze sklepu

Sklep




84 wyświetlenia0 komentarz